Historie absolwentów - Alumni UJ

Aktualności

Link do LinkedIn

Marcin Czepelak | Sekretarz Generalny Stałego Trybunału Arbitrażowego (Permanent Court of Arbitration)

Marcin Czepelak | Sekretarz Generalny Stałego Trybunału Arbitrażowego (Permanent Court of Arbitration)

„Łatwo jest nam coś wybierać, trudno jest z czegoś rezygnować. Ja o tyle miałem szczęście, że do pewnych rzeczy, z których wcześniej musiałem zrezygnować, później mogłem powrócić. Tak było choćby z prawem publicznym międzynarodowym i historią. Ale z pewnością, jeśli dokonało się już wyboru, to na pewno popłaca konsekwencja. Trzeba dążyć w obranym kierunku potwierdzając swój wybór, poświęcać się temu, rezygnując czasami z opcji, które się pojawiają.”

  • Imię i nazwisko: dr. hab. Marcin Czepelak
  • Miejsce zamieszkania: Haga (Niderlandy)
  • Stanowisko pracy: Sekretarz Generalny Stałego Trybunału Arbitrażowego (Permanent Court of Arbitration)
  • Ukończony kierunek na UJ: Prawo

Wywiad opublikowany w miesięczniku "Alma Mater" (październik 2024 nr 251)

Interesował się Pan historią, wybrał Pan jednak studia prawnicze. Myślał Pan wtedy o pracy akademickiej, czy gdzieś pojawiała się myśl o pracy w dyplomacji?

Miałem oczywiście pewne pomysły na swoją karierę, ale jak to w życiu bywa pomysły splatały się z przypadkiem. W momencie, kiedy zaczynałem studia wydawało mi się, że będę historykiem prawa. Ta dziedzina bardzo mnie pociągała i fascynowała. Interesowałem się również prawem międzynarodowym publicznym, czyli stosunkami między państwami, a ściślej mówiąc prawnymi aspektami tych relacji. Ostatecznie jednak tak się stało, że związałem się z prawem międzynarodowym, ale prywatnym. Nawet nie wiem, kiedy zacząłem o sobie myśleć jako o przyszłym pracowniku akademickim, który będzie sam prowadził badania i jeszcze przy okazji uczył innych.

Dobiegał czas końca studiów. Wówczas tylko nieliczni płynnie przechodzili ze statusu studenta do statusu asystenta na naszym Wydziale. Mnie nie było to dane. I choć bez problemu zostałem przyjęty na studia doktoranckie, to jednak nie rozwiązywało to pewnych problemów, choćby finansowych. Musiałem znaleźć pracę i znalazłem ją w Urzędzie Miasta Krakowa. Praca w Urzędzie wciągała mnie coraz bardziej, ale cały czas moim najważniejszym celem było napisanie doktoratu. W pewnym momencie otrzymałem stypendium zagraniczne. Miałem pewien dylemat, bo wybranie stypendium wiązało się z rezygnacją z ciekawie zapowiadającej się kariery urzędniczej. Na stypendium wyjechałem do Hamburga. Później wróciłem do Krakowa, obroniłem doktorat i zacząłem pracę w Katedrze Prawa Prywatnego Międzynarodowego.

A co zdecydowało o tym, iż wybrał Pan prawo a nie historię?

Dylemat co wybrać istniał przez długi czas. Zawsze interesowałem się historią. Na studia dostałem się, zresztą, jako olimpijczyk z tego przedmiotu. Zajmowałem się średniowieczem. Pod koniec szkoły podstawowej rozmawiałem z moim przyjacielem, co będziemy robić po studiach. On powiedział, że kierunkiem najbardziej rokującym zawodowo jest prawo. Kiedy to usłyszałem, to pomyślałem sobie, że w zasadzie bym się do tego nadawał. Lubię dużo mówić - wydawało mi się, że prawnicy dużo mówią. W rodzinie nie miałem i nie mam do tej pory żadnego prawnika. Ale jakoś tak sobie wbiłem do głowy, że prawo to jest to, co ja chcę robić. I skończyło się tak, że kolega poszedł na medycynę i jest lekarzem, a ja poszedłem na prawo. Myślałem, że będę studiować albo w Katowicach, albo w Warszawie, ale ostatecznie wybrałem Kraków, realizując jednocześnie swoje marzenie: jak studiować to właśnie pod Wawelem.

Kiedy zainteresował się Pan właśnie prawem prywatnym międzynarodowym?

W moim życiu bardzo często pojawiali się ludzie, którzy mnie czymś inspirowali. Kiedyś jeden z moich, wówczas, starszych kolegów dziś przyjaciel, którego poznałem w Towarzystwie Biblioteki Słuchaczów Prawa, wspomniał o tym, że na Wydziale jest coś takiego jak prawo prywatne międzynarodowe i wykładają tu wybitni profesorowie. Jednym z nich był prof. Andrzej Mączyński, który mniej więcej w tym okresie został sędzią a wkrótce potem wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego. Wprawdzie nie słyszałem o tej dziedzinie prawa, ale poszedłem do biblioteki, wziąłem podręcznik do tego przedmiotu autorstwa prof. Maksymiliana Pazdana. Przeczytałem i pomyślałem: to jest niezwykle interesujące. Okazało się, że seminarium z tego przedmiotu prowadzone jest w systemie dwuletnim. Seminarium się zaczynało, a ja byłem dopiero na trzecim roku. Wybrałem się na dyżur do prof. Mączyńskiego i powiedziałem, że chciałbym w tym seminarium, tak naprawdę dla studentów czwartego roku, wziąć udział, ale jestem jeszcze za młody. Gdybym poczekał na rozpoczęcie kolejnego seminarium, byłbym już na roku piątym. Profesor popatrzył na mnie i stwierdził, że skoro tak interesuję się tematem, to mogę przychodzić na zajęcia. Poczułem się bardzo zmotywowany, że otrzymałem pozwolenie i później bardzo przykładałem się do tego przedmiotu.

Pan Prof. Mączyński był jedną z tych osób, które wpłynęły na rozwój Pana kariery zawodowej?

Tak, oczywiście, i to w dwojaki sposób. Po pierwsze w zakresie intelektualnym. To jak zacząłem myśleć o tej dziedzinie, jaką jest prawo prywatne międzynarodowe, to jest jego zasługa. Ponadto prof. Mączyński był promotorem mojej pracy magisterskiej, później doktorskiej, no i wreszcie był także moim przełożonym w Katedrze, w której długo pracowałem.

Pamiętam kiedy Profesor przekazywał nam tematy na referaty seminaryjne, otrzymałem temat: Umowa międzynarodowa jako źródło prawa prywatnego międzynarodowego. W międzyczasie wyjechałem jako stypendysta rządu francuskiego do Poitiers i na kursy do haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego. Po przyjeździe z Hagi miałem już zgromadzonych sporo materiałów. Poszedłem do prof. Mączyńskiego, który wysłuchał mnie z dużą cierpliwością i powiedział, żebym te materiały zostawił sobie na doktorat, a teraz przygotował krótszą pracę magisterską. I tak rzeczywiście się stało. Pracę magisterską napisałem o stosunkach majątkowych między małżonkami w prawie prywatnym międzynarodowym. A poprzedni temat został na pracę doktorską.

Mam taką refleksję dotyczącą mojej ścieżki kariery, że gdzieś tam na jej początku widziałem wiele możliwości rozwoju. Można przecież robić to, to i to, ale pojawiała się również obawa przed dokonaniem wyboru. Bo ten ma zawsze dwie strony: pozytywną – wybieram coś, co mi się podoba, z drugiej strony natomiast wybór oznacza, że z czegoś rezygnuję. Ja np. zrezygnowałem z historii, nie robiłem drugich studiów równolegle. Łatwo jest nam coś wybierać, trudno jest z czegoś rezygnować. Ja o tyle miałem szczęście, że do pewnych rzeczy, z których wcześniej musiałem zrezygnować, później mogłem powrócić. Tak było choćby z prawem publicznym międzynarodowym i historią. Ale z pewnością, jeśli dokonało się już wyboru, to na pewno popłaca konsekwencja. Trzeba dążyć w obranym kierunku potwierdzając swój wybór, poświęcać się temu, rezygnując czasami z opcji, które się pojawiają. Ale, tak jak mówię, czasami, gdyż niektóre możliwości powracają i wtedy warto je wykorzystać.

Czy prócz prof. Mączyńskiego były jeszcze inne osoby, który wpłynęły na Pana karierę?

Z pewnością taką osobą był prof. Kazimierz Zawada, sędzia Sądu Najwyższego, w tej chwili w stanie spoczynku. Pracę w Katedrze zacząłem od prowadzenia ćwiczeń z prawa wekslowego i czekowego do wykładów, które prowadził właśnie Pan Profesor. Zawsze starałem się czerpać również z doświadczenia kolegów i koleżanek ze starszych roczników. I nie tylko chodzi o kwestie u kogo zdawać egzamin, jak zdawać, itp., ale również a może przede wszystkim o wybory, które oni podejmowali i późniejsze konsekwencje oraz realia wynikające z podejmowania takich a nie innych decyzji związanych z karierą zawodową. Korzystanie z ich doświadczeń miało duży wpływ na moje dalsze plany.

W 2006 r. obronił Pan doktorat, który kilkanaście miesięcy później został wyróżniony Nagrodą Prezesa Rady Ministrów, a w 2016 r. otrzymał Pan stopień doktora habilitowanego.

Cały czas jestem dumny z tego doktoratu. Jak wcześniej wspomniałem, najpierw miał być on pracą magisterską, potem został pracą doktorską. Zanim ją opublikowałem minęło trochę czasu. Publikacja ukazała się bowiem w roku 2008. Habilitację oddałem 10 lat po doktoracie, a nieco wcześniej napisałem jeszcze jedną książkę Międzynarodowe prawo zobowiązań Unii Europejskiej (Warszawa 2012), która otrzymała I nagrodę w konkursie Przeglądu Sądowego na najbardziej przydatną publikację w praktyce wymiaru sprawiedliwości.

Początek lat dwutysięcznych to okres, kiedy Polska aspirowała, a później została członkiem Unii Europejskiej? Pojawiała się u Pana taka myśl, że być może kiedyś będzie Pan pracował w strukturach unijnych?

Nigdy w żadnej strukturze unijnej nie pracowałem, chociaż byłem ekspertem Komisji Europejskiej oraz, przez jakiś czas, Parlamentu Europejskiego. Byłem ekspertem przede wszystkim dlatego, że zajmowałem się m.in. kwestią ujednolicenia, jak to się wtedy mówiło, prawa postępowania cywilnego. Ale wówczas oprócz bycia ekspertem w ogóle nie myślałem o karierze w instytucjach unijnych.

Trzeba przyznać, że prywatne prawo międzynarodowe to nie jest najbardziej znana dziedzina prawa. Nie chcę powiedzieć, że jest niszowa, bo jednak od dłuższego czasu już tak nie jest, natomiast ekspertów brakowało, co stwarzało okazję dla młodszych osób, choćby takich jak ja wówczas. Dla mnie niezwykle atrakcyjne było to, że dany akt prawny był w takim samym stopniu interesujący dla kolegów z Niemiec, Francji czy (wtedy jeszcze przed Brexitem) Wielkiej Brytanii. Czyli w naturalny sposób uprawianie nauki się umiędzynarodawiało. To było niezwykle pociągające i na pewno wpłynęło na moją karierę. Aczkolwiek nie brałem po uwagę, że to się potoczy tak, jak się potoczyło. Z drugiej strony otworzyły się dla mnie różne szanse na polu naukowym, a także pozyskałem bardzo dużą ilość niezwykle cennych kontaktów.

I tak się stało, że w pewnym momencie przeszedłem z nauki do dyplomacji, ponieważ otrzymałem nominację na Ambasadora Nadzwyczajnego RP w Hadze. Haga to bardzo specyficzne miejsce, gdzie  aspekt bilateralny – stosunków między dwoma państwami, łączy się bardzo mocno z dyplomacją wielostronną, ale w wymiarze prawniczym. Ilość sądów międzynarodowych na kilometr kwadratowy nigdzie nie jest tak duża jak tu. I rzeczywiście wiele państw wysyła tutaj ekspertów od kwestii prawnych.

Otrzymał Pan nominację na Ambasadora Nadzwyczajnego przy Królestwie Niderlandów, ale równocześnie pojawiła się Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej. Był Pan również akredytowany przy tej Organizacji, prawda?

Tak i to jest ważny aspekt mojej ścieżki zawodowej. Organizacja ta ma siedzibę w Hadze, więc akredytacja jest podwójna. Ambasador przy Królestwie Niderlandów dostaje również akredytację jako przedstawiciel Polski przy tej Organizacji. Akurat, kiedy dostałem akredytację, w OPCW (ang. Organisation for the Prohibition of Chemical Weapons – przyp.red.) zaczęło się dużo dziać. I to miało niebagatelny wpływ na moje dalsze losy. Na początku mojej działalności do Organizacji trafiły sprawy związane z użyciem broni chemicznej w Syrii czy tzw. sprawa Skripala.

Polska jest wyłącznym sponsorem rezolucji dotyczącej implementacji konwencji o zakazie używania broni chemicznej. Rezolucja była negocjowana przed Zgromadzeniem Ogólnym Narodów Zjednoczonych. Jako Stały Przedstawiciel Polski przy OPCW jeździłem do Nowego Jorku i brałem udział w negocjowaniu tej rezolucji. Wówczas miałem okazję nabrać doświadczenia, przypatrzyć się, jak wygląda praca w ONZ. Również w OPCW pełniłem kilka funkcji, z których najtrudniejszą było chyba przewodniczenie tzw. komitetowi całości (Committee of the Whole) w czasie odbywającej się raz na pięć lat konferencji przeglądowej stosowania Konwencji o Zakazie Broni Chemicznej. Komitet całości przygotowuje specjalny dokument przejmowany później przez komitet plenarny. Przygotowanie tego dokumentu to naprawdę bardzo czasochłonna i trudna praca. Po jego opracowaniu trzeba jeszcze w czasie tej konferencji przez kilka dni prowadzić negocjacje ostatecznego kształtu dokumentu.

Te wszystkie doświadczenia przyniosły w lutym 2022 r. wybór na Sekretarza Generalnego Stałego Trybunału Arbitrażowego.

Tak, zostałem Sekretarzem Generalnym Stałego Trybunału Arbitrażowego, po polsku moglibyśmy spokojnie powiedzieć, bo to jest oficjalna nazwa, Stałego Sądu Rozjemczego. To jest chyba lepsze tłumaczenie tej nazwy, chociaż nie dosłowne. Byłem jednym z kandydatów na to stanowisko, wiedziałem, że ze względu na moje doświadczenie mam duże szanse, ale nie spodziewałem się, że zostanę wybrany bezwzględną większością głosów już w pierwszej turze. Taka szansa otworzyła się zarówno dzięki pracy dyplomatycznej i jak dzięki temu, że w odpowiednim czasie znalazłem się w odpowiednim miejscu i miałem odpowiednie kwalifikacje prawnicze, czyli znowu liczyła się i praca, i szczęście...

Proszę nam opowiedzieć, czym jest, czym się zajmuje Stały Trybunał Arbitrażowy.

Nawet wśród prawników i to tych, którzy zajmują się prawem międzynarodowym to stosunkowo mało znana instytucja. Ale może zacznijmy od tego, dlaczego Haga jest tak bardzo ważna dla prawa międzynarodowego i dla dyplomacji wielostronnej. Wszystko zaczęło się pod koniec XIX wieku. Inicjatywa zwołania pierwszej haskiej konferencji pokojowej wyszła od cara Mikołaja II. Na tej konferencji wg niego należało zająć się, jakbyśmy powiedzieli współcześnie – rozbrojeniem oraz kodyfikacją prawa wojny i wreszcie ustaleniem warunków pokojowego rozwiązywania sporów. Petersburg nie wchodził w grę jako miejsce organizacji takiego spotkania, car szukał miejsca neutralnego. Zwrócił się do swojej kuzynki królowej Wilhelminy i ona wyraziła zgodę na organizację konferencji w Hadze. I w roku 1899 konferencja się rozpoczęła. Car zaprosił przedstawicieli tych państw, które były reprezentowane przez ambasadorów na jego dworze w Petersburgu, więc nie była to reprezentacja przedstawicieli całego świata. To zostało dopiero nadrobione na drugiej konferencji w roku 1907.

Wróćmy jednak do roku 1899. Na pierwszej konferencji poczyniono pewne postępy w zakresie rozbrojenia i kodyfikacji prawa wojny, ale jednak nie aż takie jak zakładano. Największy postęp poczyniono w kwestii pokojowego rozwiązywania sporów, ponieważ utworzono wówczas Stały Trybunał Arbitrażowy (Permanent Court of Arbitration). Naczelnym zadaniem Trybunału od początku jest pomaganie i zarządzanie różnymi metodami rozwiązywania sporów. To nie tylko arbitraż, ale także komisje ustalania faktów, mediacja, koncyliacja i dopiero jakby na końcu skali - właśnie arbitraż.

Ideą, która przyświecała założycielom Trybunału, było stworzenie instytucji, która byłaby alternatywą dla wypowiedzenia wojny w przypadku, gdy same zabiegi dyplomatyczne okażą się niewystarczające. Pamiętajmy, że w końcu XIX wieku wojna wciąż była uważana za zupełnie legalny środek rozwiązywania sporów.

Początkowo Trybunał miał siedzibę w jednej z haskich kamienic, lecz Andrew Carnegie, amerykański przemysłowiec szkockiego pochodzenia, ufundował nową siedzibę, którą sam nazywał Pałacem Pokoju. I w tym Pałacu Trybunał jest obecny od 1913 r. Pałac Pokoju stał się zarówno ikoną Hagi, jak i prawa międzynarodowego. Paradoks polega na tym, że Trybunał wprowadził się do swojej nowej siedziby rok przed wybuchem I wojny światowej, którą udało się opóźnić, nie udało się jej jednak zapobiec.

Jest Pan pierwszym nie-Holendrem, który został wybrany na stanowisko Sekretarza Generalnego Stałego Trybunału Arbitrażowego.

Tak, bowiem wcześniej rzeczywiście funkcję te sprawowali wyłącznie Holendrzy. Natomiast w ostatnich latach państwa członkowskie obserwując, jak Trybunał się rozwija, jak duża jest różnorodność spraw, którymi się zajmuje, doszły do wniosku, że powinien nastąpić proces umiędzynarodowienia i wskazane byłoby przeprowadzenie wyborów Sekretarza Generalnego. W wyniku tych wyborów 14 lutego 2022 r. zostałem wybrany na to stanowisko i od 1 czerwca 2022 r. stoję na czele Biura Międzynarodowego, które jest organem zapewniającym obsługę Trybunału, w tym wsparcie prawne i administracyjne w procesie rozwiązywania sporów. Najważniejszym organem Trybunału jest Rada Administracyjna składająca się z ambasadorów państw członkowskich, których obecnie jest 123.

W tej chwili oprócz biura w Hadze mamy również swoje biura w Hanoi, Singapurze, na Mauritiusie, w Wiedniu i w Buenos Aires.

Jak zmieniała się rola Stałego Trybunału Arbitrażowego w przeciągu 125 lat istnienia?

Aż do końca I wojny światowej Trybunał był jedyną tego typu instytucją na świecie. Po I wojnie światowej obok Ligii Narodów powołano także Stały Trybunał Sprawiedliwości Międzynarodowej (STSM). Rada Administracyjna naszego Sądu, o której przed momentem wspomniałem, zaprosiła do Pałacu Pokoju nowo powstałą instytucję, (czyli STSM) i od tego czasu w Pałacu Pokoju jest siedzibą dwóch sądów międzynarodowych. Po II wojnie światowej STSM podobnie jak Liga Narodów zakończył działalność. Powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych, których jednym z pięciu głównych organów jest Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. MTS przejmując rolę STSM zajął także jego miejsce w Pałacu Pokoju. Dlatego też Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jest jedynym organem ONZ, który ma siedzibę poza Nowym Jorkiem.

Jak wygląda praca Sekretarza Generalnego Stałego Trybunału Arbitrażowego, jakie ma zadania, kompetencje?

Sekretarz Generalny ma kilka funkcji. Z punktu widzenia państw jedną z najważniejszych ról Sekretarza Generalnego jest bycie kanałem komunikacji. W sprawach dotyczących sporów państwa mogą przekazywać mu pewne informacje prosząc o dyskretne pośrednictwo i tak zwane dobre usługi. Można powiedzieć, że jest to funkcja dyplomatyczna.

Sekretarz Generalny jest także organem nominującym. Jeśli któraś ze stron nie mianuje swojego arbitra/arbitrów to można zażądać od SG, żeby powołał takiego arbitra. W sytuacji kiedy np. dwie strony sprawy powołują swoich arbitrów, a oni nie potrafią się zgodzić w kwestii, kto ma być trzecim arbitrem – przewodniczącym składu, to wtedy taką decyzję musi podjąć SG. Podobnie jest w sytuacji, gdy w stosunku do któregoś z arbitrów są zastrzeżenia, uwagi i wymaga to jego zmiany, to również może taką zmianę zarządzić Sekretarz Generalny.

Trzeba pamiętać, że SG nie jest arbitrem, natomiast jego rolą jest ochrona systemu przed wypadkami, które mogłyby w jakikolwiek negatywny sposób wpłynąć na pracę Trybunału.

Wreszcie SG jest menedżerem, który zarządza zespołem ludzi. W tej chwili jest nas ok. 80. Nasze organizacja to zatem, krótko mówiąc, międzynarodowa kancelaria prawnicza.

W historii Trybunału były różne okresy, ale ostatnie ćwierćwiecze to dynamiczny rozwój i przywrócenie prestiżu tej instytucji.

Zwłaszcza okres zimnej wojny był czasem braku aktywności. Niektórzy mówią, że aż do końca lat 90-tych ubiegłego stulecia Trybunał był taką „śpiącą królewną”. Car Mikołaj II powiedział kiedyś, że sąd jest jak żołądź, ma potencjał, żeby stać się wielkim dębem, ale na to trzeba czasu. I chyba miał rację. Ostatnie 25 lat dla Trybunału to bezprecedensowy wzrost jego aktywności, ogromny rozwój, również w zakresie różnorodności spraw. Bo teraz nie są to tylko sprawy między państwami, ale też choćby pomiędzy podmiotami prawa prywatnego a państwami, np. spory inwestycyjne. Trybunał stał się też miejscem rozstrzygania sporów pomiędzy organizacjami międzynarodowymi.

Stały Trybunał Arbitrażowy zyskał sobie dużą renomę przede wszystkim dzięki naszym wysokim kompetencjom prawniczym. Kiedyś do Trybunału trafiało ok. 40 spraw rocznie, w zeszłym roku otrzymaliśmy ich 82. Pod koniec ubiegłego roku mieliśmy zatem na biegu 246 spraw. W ciągu 125 lat historii Trybunału rozstrzygnięto łącznie ponad 700 spraw. Bez niego wiele z tych sporów nie zostałoby rozwiązanych. Wiele z nich mogło zakończyć się konfliktem zbrojnym. Tymczasem Trybunał cieszy się zaufaniem stron na tyle, że przychodzą one właśnie do nas, by szukać tu rozwiązania niekiedy bardzo trudnych sporów.

Moją ambicją jest zatem być jak najbliżej stron, które potencjalnie mogą zwrócić się do nas, cały czas budować i utrzymywać zaufanie do Trybunału jako instytucji. Wyzwaniem dla mnie jest również rozbudowa całej struktury w odpowiedzi na rosnącą ilość spraw i utrzymanie wysokiego poziomu naszych kompetencji.

Dziękuję za rozmowę.

Polecamy również
Karolina Lutomirska | Radca Prawny
Karolina Lutomirska | Radca Prawny
Arkadiusz Klej | CEO firmy SpeechFlow
Arkadiusz Klej | CEO firmy SpeechFlow
Isabella Kornaś | Konsultant biznesowy i Executive coach
Isabella Kornaś | Konsultant biznesowy i Executive coach
Paulina Piechota | Specjalista ds. sukcesu klienta w Shell, Prezeska Fundacji Małe serca duże marzenia
Paulina Piechota | Specjalista ds. sukcesu klienta w Shell, Prezeska Fundacji Małe serca duże marzenia

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, zapraszamy do wypelnienia formularza.