Aktualności - Alumni UJ
Aktualności
Historie absolwentów: Isabella Kornaś

„Dobrze jest być proaktywnym, zadawać pytania, prosić o wyjaśnienia niezrozumiałych dla nas kwestii. Wiele osób może nam pomóc i często chce to zrobić, muszą jednak wiedzieć, że mamy jakiś problem, pytania, na które szukamy rozwiązania lub odpowiedzi. A rozmawiając, pytając, poznajemy nowe osoby i oczywiście zyskujemy dodatkową wiedzę“.
Imię i nazwisko: Isabella Kornaś
Ukończony kierunek studiów na UJ: Zarządzanie i marketing, Psychologia w zarządzaniu
Stanowisko pracy: Konsultant biznesowy i Executive coach
Miejsce zamieszkania ( miasto, kraj): Londyn, Wielka Brytania
Wywiad opublikowany w miesięczniku "Alma Mater" (grudzień - styczeń 260 - 261 / 2025/2026)
Pani Isabello, patrząc na Pani profil na Linkedinie czy przeglądając CV, trudno oprzeć się wrażeniu, iż Pani kariera była zaplanowana już na bardzo wczesnym etapie. Odnoszę wrażenie, że o tym co Pani będzie robić w przyszłości, wiedziała Pani już w szkole średniej, a kolejne kroki były realizacją postanowienia, które zostało podjęte dużo wcześniej. Czy tak było rzeczywiście?
Bardzo się cieszę, że tak to wygląda na profilu Linkedin. Rzeczywiście, chciałam zostać psychologiem i dlatego planowałam pójść na studia psychologiczne. Zmieniłam jednak plany pod wpływem członków rodziny, którzy powątpiewali w przydatność tych studiów jako startu do kariery. Postanowiłam więc, zgodnie z moim drugim zainteresowaniem, którym był marketing i reklama, podjąć studia na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej. Ale ta psychologia cały czas za mną chodziła. I na trzecim roku zarządzania rozpoczęłam również studia na kierunku psychologia stosowana. Poczułam wówczas pewność, że połączenie tych dwóch pasji jest dobrym wyborem, choć nie planowałam tego od początku.
Dlaczego wybrała Pani Uniwersytet Jagielloński?
Wychowując się w Kanadzie, zawsze czułam się bardziej Polką niż Kanadyjką. Polonia pielęgnuje silną więź z krajem pochodzenia, wartości, odwołuje się do historii i kultury. Uczęszczałam do polskiej sobotniej szkoły, brałam aktywny udział w życiu kulturalnym i społecznym ottawskiej Polonii, najbliżsi przyjaciele byli Polakami. Dość wcześnie pojawiła się myśl o studiach w Polsce, a zważywszy na rodzinę w Krakowie i najstarszy, świetny uniwersytet, najlepszy w Polsce i jeden z najlepszych w Europie, decyzję o studiach tutaj było łatwo podjąć.
Miałam więc plan i ambicję zostać przyjętą właśnie tutaj. Okazało się, że cały proces składania wszystkich dokumentów związanych ze studiami był dosyć wymagający. Musiałam uzyskać od tłumacza przysięgłego w Kanadzie zaświadczenia, potwierdzające, że wszystkie egzaminy, które ukończyłam w liceum, odpowiadają maturze w Polsce.
Przejdźmy zatem do studiów. Czyli marketing i zarządzanie trochę z konieczności, za namową rodziny, a psychologia bardziej z pasji?
(Śmiech) Nie powiedziałabym, że marketing był z przymusu. Miałam możliwość poznania zagadnień związanych z marketingiem i z biznesem już podczas nauki w liceum i było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Kiedy myślałam o studiach na zarządzaniu, wyobrażałam sobie, że będę kreowała kampanie reklamowe, co po jakimś czasie stało się faktem. Psychologia natomiast była i jest pasją, która mnie motywowała do ciągłych poszukiwań, co z kolei, spowodowało, że zostałam coachem. Podczas mojej pierwszej pracy jako licealistka, w księgarni, zabiegałam o to, żeby obsługiwać tę część, w której były dostępne różnego rodzaju poradniki, książki psychologiczne, ponieważ była to dla mnie okazja, żeby rozmawiać z klientami na głębsze tematy psychologiczne, jeśli mieli taką potrzebę. Kiedy przyszedł czas decyzji, wybrałam zarządzanie i psychologię stosowaną. Wybór między psychologią stosowaną a psychologią teoretyczną nie był łatwy, ale zdecydowałam się jednak na psychologię stosowaną.
Czyli wszystko na jednym wydziale?
Tak. Zarządzanie i marketing oraz psychologia stosowana na tym samym wydziale. I później na studiach magisterskich psychologia w zarządzaniu również na WZiKS.
Trudno było połączyć dwa kierunki na licencjacie?
Najbardziej stresujące okazało się ustalanie indywidualnego toku studiów. Nauczyłam się wtedy wielu umiejętności negocjacyjnych, żeby uzyskać jakieś zgody na przepisanie niektórych ocen z pierwszego kierunku czy zwolnienie z danego tematu lub przedmiotu. Pamiętam, że po sześciu miesiącach wypracowałam swój tryb pracy, wpadłam niejako w rutynę łączenia studiów i wszystko stało się dużo prostsze.
Czy jakieś wspomnienia wracają do Pani z lat studenckich? Jakaś myśl, która pojawia się jako pierwsza, kiedy pomyśli Pani o UJ ? Może jakieś osoby, wydarzenia, sytuacje?
Bardzo mile wspominam moją działalność w stowarzyszeniu dla studentów AIESEC, w ramach którego byłam zaangażowana w działania m.in. podczas konferencji, związanej z brandingiem narodowym. W ramach konferencji byliśmy zaproszeni do Warszawy wraz z dużą grupą studentów z różnych uniwersytetów europejskich. Naszym zadaniem było przedstawienie kampanii marketingowej podkreślającej siłę marki narodowej. Podczas studiów było wiele okazji do wspólnych wyjść i wyjazdów, które zawsze były bardzo ciekawe i inspirujące. Ponadto już wtedy kiedy kończyłam studia na Wydziale, było tu wiele osób różnych narodowości. Mam takie wrażenie, że osoby, które wybierają ten Wydział, to osoby bardzo otwarte, lubiące ludzi, łatwo z nimi złapać kontakt. I bez wątpienia te aspekty społeczne, interpersonalne wspominam również bardzo dobrze.
Czy w czasie studiów miała Pani okazję nabierania doświadczeń pracując, czy raczej stawiała Pani na naukę? Studiując na dwóch kierunkach zapewne ciężko było wygospodarować czas na podejmowanie jakichś stałych zajęć?
Pracowałam podczas wakacji, m.in. jako recepcjonistka w hotelu na Kazimierzu, co pozwalało mi trochę wspomóc studencki budżet. W roku akademickim koncentrowałam się raczej na nauce, bo połączenie dwóch kierunków wymagało poświęcenia uwagi i więcej czasu na naukę. Dopiero, kiedy wyjechałam do Londynu, w ramach programu Erasmus, pracowałam m.in. dorywczo na Oxford Street, chyba najbardziej znanej „zakupowej” ulicy w Europie. Poza wakacjami koncentrowałam się jednak na studiach i życiu społecznym, które jest przecież bardzo ważne w tym czasie.
Chcę zapytać o Londyn, bo on w pewnym momencie pojawia się w pani CV i już zostaje. Miłość do tego miasta od pierwszego pobytu, czy raczej wcześniejszy plan na to, że tam właśnie chciałaby Pani żyć i pracować?
Wydaje mi się, że w moim życiu zaplanowałam niewiele. Moim marzeniem był wyjazd do Francji w ramach Erasmusa i zajęcia na Sorbonie. Nie było jednak takiej oferty wyjazdowej, więc musiałam szukać czegoś innego.
Znalazłam University College London, jeden z bardziej renomowanych uniwersytetów w Londynie i w Wielkiej Brytanii, gdzie oferowano Management Studies, czyli podobny kierunek do studiów na zarządzaniu u nas, pokrewne przedmioty w ramach tych studiów, miejsce uniwersytetu w samym centrum Londynu, wszystko się zgadzało i podjęłam decyzję o wyjeździe na rok. Zastrzegłam wtedy, że chcę wyjechać właśnie na rok i nie chcę dłużej zostać. Zaproponowano mi jednak staż, który został przedłużony o tyle, że wróciłam do Krakowa dopiero na studia magisterskie. Londyn stwarzał bardzo różnorodne możliwości, przekonałam się, że jest tam wiele opcji rozwoju kariery.
Czy była myśl o pozostaniu w Krakowie i pracy tutaj w przyszłości?
Nie planowałam wrócić do Londynu, myślałam raczej, że pewnie jak skończę studia, to zacznę pracę w jakimś departamencie, w którejś z korporacji w Krakowie. To wydawało mi się najbardziej oczywiste. Jednak, kiedy studiowałam już psychologię stosowaną jako drugi kierunek, dostałam informację od osoby, z którą wcześniej miałam kontakt jako stażystka w firmie NBC Universal, że jest otwarta pozycja w marketingu w BBC News. Zaaplikowałam i zaproszono mnie do rozmowy kwalifikacyjnej. I dostałam tę pracę. Po zakończeniu procesu rekrutacyjnego stanęłam przed trudnym wyborem, czy przeprowadzić się do Londynu i przerwać studia, czy jednak zostać i je dokończyć. Pan dziekan, który był również moim promotorem, powiedział mi wtedy, że zwykle w życiu żałujemy tego, czego nie spróbujemy oraz tego, czego nie zakończymy. Zasugerował mi, żebym jednak dokończyła studia psychologiczne, niezależnie od tego czy miałoby to być w Anglii, czy po powrocie do Polski. Wybrałam pierwszy wariant i dokończyłam naukę po ośmiu latach pobytu w Wielkiej Brytanii, na Uniwersytecie Londyńskim. Takiego rozwiązania również nie planowałam od początku.
No i zaczęła się przygoda w Londynie. Czy to rzeczywiście był początek Pani kariery zawodowej?
Początkowo pracowałam w agencji wydawniczej, do której dostałam się na staż wakacyjny. Muszę przyznać, że to była praca idealna. Moim zadaniem było czytanie manuskryptów dostarczanych przez autorów oraz kontakt z agentami i autorami. Bardzo mi się podobała ta branża i fakt, że mogłam się zajmować literaturą, która zawsze była w kręgu moich zainteresowań. Później pracowałam w agencji medialno-komunikacyjnej, która koncentrowała się na partnerstwie między dużymi markami, czyli przykładowo: współpraca między kanałem telewizyjnym a klubami komediowymi. Każda z tych ról nauczyła mnie czegoś nowego, co było przydatne podczas mojej kariery w marketingu.
Później, podobnie jak Londyn, wchłonęła Panią branża medialna? Wtedy zaczęła się przygoda z BBC i tak już zostało na lata, prawda? Były też dziennikarskie propozycje, czy od razu był marketing?
Nie, nie zajmowałam się dziennikarstwem, choć często byłam o to pytana. Oczywiście współpracowałam z dziennikarzami, bo wynikało to z mojego miejsca zatrudnienia, czyli BBC News, jednak od początku zajmowałam się marketingiem. Trzeba jednak podkreślić, że kolejne role podejmowane przeze mnie różniły się od siebie znacznie.
Jednym z głównych źródeł finansowania BBC poza Wielka Brytanią jest reklama i właśnie ten dział, skierowany do reklamodawców, wspierałam w początkowym okresie pracy. Pracę w branży telewizyjnej rozpoczęłam właściwie przez przypadek. Któregoś dnia podczas studiów w Londynie, podeszłam do wykładowczyni i zadałam pytanie, czy słyszała o jakichś ciekawych stażach. Odpowiedziała, że sama nie ma takiej wiedzy, ale wspomniała o doktorancie, z którym współpracowała. Powiedziała, że on na pewno ma kontakty i obiecała go zapytać. Tak się też stało, doktorant skontaktował się ze mną. Okazało się, że ma znajomą, która pracuje w NBC Universal i że szukają tam stażysty, i że mogę złożyć aplikację. Jak widać dużo przypadkowych zdarzeń było w mojej karierze. Kiedy jednak patrzę wstecz zdaję sobie sprawę, że najciekawsze opcje, które uzyskałam w życiu, powodowała moja proaktywność, umiejętność zadawania pytań i otwartość na nowe możliwości.
A jak Pani trafiła z NBC do BBC?
Często zdarza się w życiu zawodowym, że o potencjalnych możliwościach dowiadujemy się od osób, z którymi pracowaliśmy wcześniej. Tak było i w moim przypadku. Osoba, która była moją menedżerką w NBC Universal, przeszła do BBC i poinformowała mnie, że jest wolne stanowisko w tej firmie. Tutaj pokuszę się o dygresję, że BBC bardzo rygorystycznie podchodzi do zatrudniania. Znajomość pomaga, tak naprawdę, tylko w tym, że możemy dowiedzieć się, iż jest wakat na jakimś stanowisku. Natomiast, każdy musi przejść poszczególne etapy rekrutacji.
Czy mogłaby Pani troszeczkę opowiedzieć o specyfice pracy w ikonie mediów brytyjskich? BBC nie jest przecież zwykłą firmą, ale instytucją znaną na całym świecie. Jak się pracuje w takim miejscu i jak wyglądała Pani praca?
Pamiętam, że kiedy zakomunikowałam swojej rodzinie, że rozpoczynam pracę w BBC, to poczułam dumę, ponieważ po raz pierwszy moi dziadkowie znali firmę, dla której pracuję. Nie spotkałam jeszcze ani jednej osoby, która nie rozpoznawałaby tej marki, co rzeczywiście jest niecodzienne.
Sama BBC jest bardzo zróżnicowana, poszczególne departamenty czy części firmy bardzo się różnią od siebie. Zaczynałam moją karierę w części związanej z wiadomościami, pracując nad międzynarodowym kanałem BBC World News (teraz nazywanym BBC News) oraz portalem bbc.com. Najciekawsze w tej pracy było to, że miałam kontakt z bardzo różnymi jednostkami i ludźmi tam zatrudnionymi. Praca w marketingu umożliwiała kontakt z prezenterami, dziennikarzami, osobami zajmującymi się sprawami komercyjnymi, stwarzała również różne okazje: organizacja wydarzeń np. w RPA i Stanach Zjednoczonych, poznawanie osób z wielu zakątków świata. W tym miejscu nauczyłam się także wykorzystywać niektóre umiejętności nabyte podczas studiów, jak chociażby trening interpersonalny. Sytuacje, w których się znajdowałam często wymuszały szybką adaptację, więc znajomość takich narzędzi znacznie ułatwiała mi odnajdowanie się w nowych warunkach.
W tej pracy było na pewno dużo presji, bardzo dużo zmienności sytuacji. Co mam na myśli? Co roku ustalaliśmy szczegółowe plany marketingowe, od kampanii partnerskich poprzez wydarzenia i badania konsumenckie. Natomiast pracując w wiadomościach, bardzo duży wpływ miały na nasz zespół niespodziewane wydarzenia globalne jak wojna w Ukrainie lub pandemia. Wiadomości z ostatniej chwili wymuszają natychmiastowy zwrot i zmianę planów. W tych momentach istnieje największe zapotrzebowanie ze strony globalnych widzów na bezstronne wiadomości. Przykładowo, gdy rozpoczęła się pandemia, ramówka kanału zmieniła się drastycznie. Musiałam szybko ogarnąć zmianę strategii komunikacyjnej z naszymi globalnymi partnerami, kreując nową serię newsletterów z najświeższymi wiadomościami o pandemii, oraz przeprojektowanie planu wydarzeń z klientami na wersję online.
Zmiana z dnia na dzień, co nie było łatwe, ale odnajdowałam się w tym bardzo dobrze. Ta niepewność wymuszała kreatywność i była ciągłą stymulacją, której potrzebuję. Muszę też przyznać, że wszyscy menedżerowie, których spotkałam, to byli bardzo wspierający szefowie, umożliwiający rozwój, zachęcający do ambitnych projektów. Nic dziwnego, że zostałam tam 12 lat.
Pracowała Pani w zespole, czy to była bardziej indywidualna, zadaniowa praca?
To zawsze była praca zespołowa, choć zespoły się zmieniały. W jednym z nich pracowałam przez 10 lat, awansowałam w nim do kilku nowych ról. Myślę, że to też prowadziło do większej kreatywności, ponieważ w zespole jest możliwość przedyskutowania koncepcji, jak na przykład zorganizować konferencję, jak stworzyć kampanię, która zwróci uwagę reklamodawców, czy partnerów na całym świecie, także widzów. Ciekawe było to, że początkowo byłam jedyną osobą w zespole, która nie była Brytyjką. Wymagało to adaptacji i dużej uwagi w codziennym zachowaniu, prowadzeniu rozmów, odnajdowaniu się w innej kulturze pracy. Dystans charakterystyczny dla Brytyjczyków topnieje jednak w miarę upływu czasu, więc im dłużej pracowałam, tym łatwiej odnajdowałam się w tej grupie.
Czy mogłaby Pani opowiedzieć o którymś z projektów, zapamiętanym czy ciekawym dla Pani?
Może opowiem o mojej pracy w ciągu ostatnich kilku lat w BBC, kiedy to zdalnie, z Londynu zarządzałam zespołem pracującym w Warszawie, odpowiedzialnym za marketing w Europie Środkowo-Centralnej. Jednym z kanałów, nad którymi pracowaliśmy, była marka BBC Earth. Kanał BBC poświęcony środowisku naturalnemu. Naszym celem było zwiększenie oglądalności kanału i świadomości marki, na tym koncentrowaliśmy nasze działania. Jedna z głównych kampanii marketingowych, nad którymi pracowałam z moim zespołem wspierała Planetę Ziemię III, czyli serial przyrodniczy z Davidem Attenborough. W związku z premierą przygotowaliśmy koncert dla 500 osób w Warszawie, na który zaprosiliśmy dziennikarzy, influencerów, klientów BBC i oczywiście publiczność. Celem tego koncertu było pogłębienie więzi z naturą poprzez emocjonalne połączenie muzyki z pięknymi ujęciami z serialu. Do udziału w koncercie zaangażowaliśmy znanych artystów, m.in. Anitę Lipnicką, Zalię, którzy wykonali współczesne wersje klasycznych polskich utworów o naturze, ze wsparciem orkiestry Wojtka Urbańskiego.
Pamiętam, że kiedy siedziałam na widowni i oglądałam efekty naszej pracy, poczułam wielką dumę z tego, czego dokonaliśmy. Dookoła widziałam wiele osób, które miały łzy w oczach, doświadczając piękna i wrażliwości naszej planety. Zdałam sobie również sprawę, że niejako zatoczyłam koło, bo moja praca rozpoczęła się od spraw w Europie Środkowo-Wschodniej i tego obszaru dotyczyła moja ostatnia rola w firmie.
Pani Isabello, jak wiedza, którą nabyła Pani w czasie studiów na zarządzaniu i psychologii stosowanej przydała się później w pracy zawodowej?
Jeśli chodzi o zarządzanie i marketing, to dzięki ukończeniu tych studiów zostałam przyjęta do pracy. Na stanowiskach związanych z marketingiem, oczekiwanym było ukończenie studiów właśnie na kierunkach podobnych do mojego. Posiadając wiedzę i kompetencje nabyte w czasie studiów czułam większą pewność siebie, kiedy rozpoczynałam pracę. Później, oczywiście, pojawiały się zagadnienia, tematy, o których nie mówiliśmy na zajęciach, ale mając bazę i nabywając doświadczenie, potrafiłam z wieloma z nich sobie bardzo dobrze radzić. Owszem, bywały też i takie sytuacje, kiedy uczyłam się od podstaw, jak pewne rzeczy rozwiązać, załatwić.
Dla mnie najcenniejszą rzeczą, którą wyniosłam ze studiów było myślenie analityczne. Dodatkowo po psychologii poszerzyłam swoje kompetencje interpersonalne. A połączenie tych dwóch kompetencji daje ogromną możliwość do indywidualnego podejścia do danego zadania czy problemu i rozwiązania go. Na co dzień często powtarzam osobom, z którymi pracuję, że zawsze musimy pamiętać o grupie docelowej, do której planujemy trafić. Zawsze musimy wczuć się w tego, do którego adresujemy nasz przekaz. Wtedy możemy dobrze opracować plan na wydarzenie czy kampanię marketingową.
Pracowała Pani w BBC między innymi w czasie, kiedy Wielka Brytania wystąpiła z Unii Europejskiej. Czy Brexit miał wpływ na działanie tak ogromnej i ogólnoświatowej instytucji jaką jest BBC?
Oczywiście, przynajmniej na dwóch płaszczyznach. Pierwsza, to płaszczyzna prawna, sama z nią miałam, z racji swoich obowiązków mniej do czynienia, ale na przykład, jako firma międzynarodowa, musieliśmy dokonać zmian w rozmieszczeniu naszych zespołów, aby móc kontynuować działalność na terenie Unii Europejskiej. Z kolei, jeśli chodzi o działania marketingowe, to nowa sytuacja zupełnie zmieniła plany naszych projektów. Pojawiły się nowe tematy, które musieliśmy przedstawiać klientom: rozłam w opinii publicznej, nowe warunki działania, zagadnienia ekonomiczne w nowej rzeczywistości, itp.
Pani Isabello, po latach w BBC przyszedł czas na pracę jako freelancerka i skierowanie się w stronę coachingu. Skąd taka decyzja?
Apetyt na psychologię był ze mną przez całe życie. Psychologię stosowaną, którą zaczęłam w Krakowie, ukończyłam w Londynie. Gdy kończyłam studia, zaczynała się pandemia. Uznałam, że to nie jest dobry moment na dużą zmianę zawodową, tym bardziej, że praca w BBC zapewniała stabilność, bezpieczeństwo. I dopiero kilka lat później, kiedy w moim dziale doszło do wewnętrznej restrukturyzacji, miałam ofertę przejścia na inne stanowisko, czy również pracy w Warszawie, ale wybrałam ten moment na zmianę zawodową. Rozpoczęłam pracę na własny rachunek, jako freelancerka, w consultingu biznesowym połączonym z coachingiem.
Coaching pojawił się już w czasach BBC, do tej pory była Pani coachką jako wolontariuszka, tak?
Mniej więcej po dwóch, trzech latach pracy w BBC brakowało mi trochę wykorzystania mojej wiedzy psychologicznej w pracy. Zaczęłam wyszukiwać pewne opcje, dzięki którym mogłabym tę wiedzę wykorzystywać. Miałam okazję zostać mediatorem, ukończyłam nawet specjalne dodatkowe szkolenie, ale ostatecznie stwierdziłam, że to nie dla mnie. Ale był w BBC wewnętrzny program szkoleniowy m.in. właśnie dla coachów. Skorzystałam z tej możliwości, zapisałam się do projektu. Miałam wówczas 27 lat, a pozostałe osoby były w wieku 40-60 lat. To był taki typowy wtedy wiek dla coachów w BBC. Ukończyłam kurs, który trwał kilka miesięcy. Egzamin końcowy polegał na przeprowadzeniu 20-minutowej sesji coachingowej dla nieznanej wcześniej osoby, zazwyczaj z poziomu średniego menedżmentu. Jednak, ponieważ, byłam młodą osobą, i chcieli mieć pewność, że poradzę sobie w roli coacha, zespół rekrutacyjny zdecydował się zaordynować mi utrudnioną wersję egzaminu. Na klienta prowadzonej przeze mnie sesji coachingowej wybrano współwłaściciela jednej z największych europejskich kancelarii prawnych.
Po 20-minutowej sesji, klient poczuł, że dokonał przełomu w myśleniu o planie sukcesji, który musiał rozpocząć i który odkładał od wielu tygodni. Komisja, która wcześniej trochę obawiała się o wpływ mojego młodego wieku na kompetencje coachingowe doszła do wniosku, że skoro poradziłam sobie z takim klientem, to tym bardziej poradzę sobie z wewnętrznymi klientami z poziomu menedżerskiego. I tak się zaczęła moja przygoda z coachingiem w BBC. Przez osiem lat miałam wiele sesji z osobami z kadry zarządczej i robiłam to równolegle do codziennej pracy w marketingu.
Jakie, według Pani, trzeba mieć predyspozycje, by wejść skutecznie na rynek pracy w obecnych czasach?
Na pewno ciekawość w stosunku do tego, co nas otacza. Kandydat, który stara się o jakąś posadę, czy początkujący przedsiębiorca, jeśli stojący przed nim problem widzi jako zagadkę do rozwiązania, to zupełnie inaczej do tego podchodzi mając w sobie ciekawość niż osoba zamknięta, która w takiej sytuacji uzna, że nie może tego rozwiązać bądź po rozwiązanie uda się do przełożonego. Dobrze jest być proaktywnym, zadawać pytania, prosić o wyjaśnienia niezrozumiałych dla nas kwestii. Wiele osób może nam pomóc i często chce to zrobić, muszą jednak wiedzieć, że mamy jakiś problem, pytania, na które szukamy rozwiązania lub odpowiedzi. A rozmawiając, pytając, poznajemy nowe osoby i oczywiście zyskujemy dodatkową wiedzę. I co ważne, nie możemy zakładać zawsze na sto procent, co będziemy robić w życiu, bo życie lubi czasem pisać własny scenariusz.
